Pierwszy raz na naszej posesji zawisła flaga. No może to zbyt szumnie brzmi, bo ta jest z demobilu. Jakoś producenci albo sklepy nie wykazały się czujnością, bo przed 11 listopada powinny być do kupienia w każdym markecie, a nie były. Trzeba będzie zrobić rozpoznanie.
Mieliśmy dzisiaj nic nie robić.
Chciałam iść na spacer w maliny żeby sprawdzić czy Józek zaorał zielsko.
Jurek postanowił sprawdzić zupełnie coś innego.
Trochę zaskoczył mnie spacerowy strój Jurka i szpadel.
To nawet nie połowa wysokości.
Obejście Józków.
Wojtuś woli takie okazy.
Okazało się, że jakiś czas temu wypatrzył w ziemi kamień.
Postanowił go sprawdzić. No i było warto.
Tylko nagietki przetrwały kilkustopniowe przymrozki.
A te kwiatki kwitną od wiosny. Tylko teraz mniej obficie.
Wojtuś rządzi w kuchni.
Jurek spalił mi wszystkie liście.
Ćwiczenia Jurka na bolący kręgosłup.
Ćwiczenie numer jeden.
A to ćwiczenie numer dwa.
Na razie nie ma mowy o jakimś urozmaiceniu.
W nocy znów był przymrozek.
Gabrysia tańczy.
Tu także wymieniłam ziemię.
Udało mi się podzielić hortensję na 4 części.
To było zrobione tydzień temu.
Zapomniałam zrobić zbliżenie, ale pigwa z prawej strony
ma kwiat i 3 pąki.
Jurek wygrabił wszystkie liście.
Dziadek przerabia jakiś projekt unijny, oczywiście na wczoraj.
Gabrysia pomaga.
Niestety Gabcia spróbowała jak się rysuje na dywanie.
Jurek zainstalował uchwyty na narzędzia.
No i wygląda jak wygląda.
Bajeczka.
Gabrysia ma wspaniałą wyobraźnię.
Chciałam zrobić Gabci zdjęcie w nowej sukience,
ale nie chciała pozować.
Próba usunięcia plamy.
Jej nie potrzebne są zabawki.
Nasze podnóżki służą za kołyski dla lalek.
Rodzinny obchód domu był jedynym spacerem Tomka i Ani.