Pierwszy raz od Bożego Narodzenia chłopaki wybrali się na działkę. Muszę koniecznie nadmienić (z nieukrywaną radością), że nikt ich nie zmuszał, ani nawet nie zapraszał. To pragnienie wyszło od nich samych. Sobota była przepiękna, ale niedziela już wietrzna i lodowata. Ja od tygodnia leczę moje korzonki. I do końca nie byłam pewna czy przyjadę.
Tulipany
W tym miejscu działki okazało się, że mamy depresję.
Moje poziomki pływały w wodzie, którą próbowałam odprowadzić kanałami.
Te starsze przeżyły.
Dzieło Wojtusia przy niewielkim moim wsparciu.
Tomcio naprawił płotek
Gabrysia sprawdza przydatność plastikowej motyki.
Można nią uklepać piasek.
Jurek okopała drzewka owocowe.
Tu słabo widać mój strój ogrodowy.
Chłopaki się śmiali, że w moim wełnianym pasie wyglądam jak Janosik.
Nasz też trochę ochlapał.
Floksy
Wierzba już w wiosennej szacie.
Matej szoruje samochód na przyjazd Zuzi.
Tomek przeprowadza szkolenie z profesjonalnym sprzętem.
Gabrysia najwyraźniej wyrosła także
ze swoich narzędzi ogrodniczych.
To historyczne zdjęcie.
Wojtuś ze szpadlem i uśmiechem na twarzy.
To jest szpadel - junior
zakupiony zimą zamiast saperki do śniegu.