Dominika sama przyszła do Wuja na kolana.
Większe szczęście nie mogło go spotkać.
To głównie dzieła Gabrysi.
Tato był od czarnej roboty.
Domi demonstruje wydzierganą przeze mnie kamizelkę.
Śniadanie wielkanocne. Dopiero teraz widzę,
jak dzieci poutykały łyżki w sałatkach. Ręce opadają.
W centrum znalazł się garnek, który nie zdążył wrócić do kuchni
i chlebek prosto z piekarni w Pruszkowie.
Gabrysia wreszcie doczekała się tłuczenia jaj.
Żeby wygrać trzeba precyzyjnie uderzyć.
Pierwszy głód zaspokojony.
Pogoda nie dopisała, można się tylko bawić w domu.
Niestety nie udało się do nas dotrzeć Eli i Karolince,
ale prezenty dojechały.
To zabawna książeczka z pacynką od Karolinki.
Tata musiał od razu przeczytać.
Połączyliśmy się z Gdańskiem.
Rozmawiamy z babcią Anią i ciocią Basią.
Dziewczynki dziękują za kreacje świąteczne.
Jaja zrobione przez Basię.
Udało nam się wyjść na spacer.
W przerwie między chmurami udało nam się dotrzeć za kapliczkę.
Tu widać, że pada grad.
Musiałam odświeżyć jukę, bo dostała plam.
Na szczęście wypuściła dużo pędów.
Część hiacyntów zmarzło.
Oblatywania ciąg dalszy.
Wszędzie towarzyszy nam kot sąsiadów.
Nie obeszło się bez niekontrolowanego lądowania.
Z kolczastej akacji dość trudno było ściągnąć samolot.
Oblatywanie też zakończyło się ucieczką przed deszczem.
Demonstruję ozdoby, które dostaliśmy w tym roku.
Chwila przed telewizorem.
Ania upiekła spody do mazurków,
a Tomek z Gabrysią je dekorują.
Dominika szykuje się do kościoła.
Najważniejsza jest czapa.
Wielkanoc przeradza się w Boże Narodzenie.
Znowu dostajemy prezenty.
Musieliśmy się zaraz schować, bo nadeszła chmura.