Z Karolinka i Wojtkiem nie widzieliśmy się prawie od ich ślubu. Ponieważ ciągle gdzieś biegają albo wyjeżdżają, my zresztą trochę też, wprosiliśmy się na kolację. Uznaliśmy, że Pruszków całkiem nam po drodze z Borkowa. Nie sądziliśmy jednak, że będziemy tak wystawnie podejmowani. Wojtek zrobił wspaniała lazanię, Karolina sałatkę, a Ela upiekła przepyszne ciasto.
Obejrzeliśmy też film ze ślubu i wesela.
Kot sąsiadów właściwie już u nas mieszka.
Wszyscy go bardzo lubimy, bo to niesamowity pieszczoch.