Imieninki u Rodzinki. Byliśmy prawie w komplecie. Po raz pierwszy przyjechała Karolinka, ale nie było Ani. Jak mi powiedziała Gabrysia - Mama jest w ciąży i ma różne dolegliwości. Jak zwykle było rodzinnie, syto i wesoło.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego ostentacyjnie odwracają się od sałatek.
a doglądaniem specjałów w kuchni.
Nawet Mama ma przerażenie w oczach.
Prezent od designerów zawisł nawet w oknach,
ale dokumentacji brak, bo aparat odmówił posłuszeństwa.
Wyraźnie zastanawiają się czy to już całe menu.
Wszyscy patrzą podejrzliwie na talerze.
Wojtek zdecydował się wbić widelec, ale minę ma niepewną.
Ta część stołu też nie wie co o tym wszystkim sądzić.
Ale o dziwo na stół wjeżdża półmisek z pieczystym.
Wojtek podejrzewa, że to atrapa, ale chłopaki postanawiają spróbować.
Tata zapewnia ją, że ciasta też będą. I były i to jakie...
Tylko fotograf nawalił, bo nie doładował baterii.
Ciocia Krysia potwierdza, to co już wszyscy przeczuwali,
że przeszli na wegetarianizm.
Wojtek próbuje negocjować.
U Karolinki widoczny jest cień nadziei, ale Mama wyraźnie zawiedziona.
Wszyscy goście przyjechali idealnie na czas.
Chyba w obawie że może zbraknąć miejscówek.
Nawet do frytek podchodzą jak do jeża.
Mina Gabrysi mówi sama za siebie. Kotlety są prawdziwe!
Zuzia woli żeby najpierw spróbował Mateusz.
Gabrysi wyraźnie poprawił się humor.
Solenizantki dwoiły się i troiły między odbieraniem życzeń,
Może to i lepiej, bo nie będziemy zazdrościć!
Adoracja!
Ależ ta Karolinka ma włosy!
Nawet Kasia zwróciła na nie uwagę.
Skąd ja wezmę dla niej kotleta?
Nie płacz Gabciu, Mamusia ci jutro usmaży.
Gabrysia dostała do zabawy zestaw "małego lekarza".