Meble Wojtka zostały wywiezione na działkę.
Są w bardzo dobrym stanie i nawet się przydadzą
w letnim domku.
Tu były dwuskrzydłowe drzwi, które Jurek kiedyś zabudował.
To fragmenty tapety.
Marek przełożył nam gniazdka.
Przy drzwiach balkonowych musiał skuć zaprawę,
bo nie było wyrobionego kantu, tylko wykończone półkoliście.
Sufit też nie chciał być równy.
O ile skrobanie farby trwało wieki, o tyle z położeniem gładzi
Marek uwinął się w 3 godziny.
Tempo pracy wywołało u mnie szok.
Oczywiście ściany będzie jeszcze dopieszczał.
Tak było w piątek. Jurek spakował książki, a ja pakowałam ciuchy.
Przydały się wszystkie stare torby i walizy,
których nie zdążyłam wyrzucić.
Jurek ciutek zborykany robotą i bajzlem.
A tak wygląda pokój w niedzielę.
Jeszcze tydzień trwało jego dopieszczanie przez Marka.
Meble wywieźliśmy w sobotę na działkę do Marka.
Okazuje się, że Marek jeszcze wczoraj po powrocie z działki
równał kancik przy drzwiach i gzyms nad oknem.
Ta niewdzięczna robota zajęła mu niestety kilka godzin.
Ten to ma zdrowie.
Ściany są gładkie jak szkło. Marek nawet umył mi okna.
W piątek przeprowadzamy się do "sypialni".
Panowie uporali się z przenoszeniem licznych kabli.
To nasz nowy dom. Ściany są przygotowane do malowania,
ale będzie to możliwe dopiero po cyklinowaniu podłóg na całej górze.
Kolacja musi poczekać.
To będzie nasza doraźna szafa.
Te meble wywalczyłam na nasze ubrania.
Jurek najchętniej by się ich już teraz pozbył.
To mój kącik do pracy.
Tak pomieszkamy pewnie przez najbliższe dwa miesiące.
Tak wygląda nasza szafa,
Zawartość szaf wyjechała na działkę.
Zostało nam jeszcze jedno podejście.
a tak część garderoby, która też ma być wymieniona.
Kiedyś zostaliśmy zalani przez sąsiadkę. Tę dziurę
prawdopodobnie wywiercił Jurek żeby woda szybciej spłynęła z pustaków.
Chyba wiem co jest powodem tych odpadających tynków.
Tu też jakiś poważny ubytek.
Nowe pole do popisu dla Marka.
Nie znam szczegółów, ale najwyraźniej
tynki się sypią.
Załatana dziura przy oknie.
Równanie niecki w suficie.
Przenoszenie kabli elektrycznych.
Kolejna partia szmat do wywiezienia do Borkowa.
Resztki konstrukcji garderoby do pocięcia na kawałki.
Transport kolejnych kapot i nie tylko.
Marek montuje kolejne gniazdka.
Nie wiem jak Marek to wszystko połączy i upcha.
Wszystkie szafy zostały rozebrane.
Tu biegnie rura kanalizacyjna.
Wnęka po szafie.
Równanie sufitu.
Wreszcie wymienimy ostatni 54-letni kaloryfer.
Całe lata był za biurkiem i nie chciało się nam go ruszać.
Udało się wcisnąć kable do puszki.
Ta część pokoju napawa nadzieją.
Po zaciągnięciu ścian gipsem.
Tu jeszcze jest z czym walczyć.
16 marca - pod nami, nasza spółdzielnia wymienia witryny w sklepach.
Za to budynek na przeciwko oczekuje na chętnych do wynajęcia.
Od tygodnia jest też remont w mieszkaniu nad nami.
Włącznie z usuwaniem ścian.
To już artystyczna robota Marka - wyciszanie rury kanalizacyjnej
wystającej w naszym pokoju.
Podłogi prawie nie było widać, bo wzdłuż całego pokoju leżał chodnik,
a ściany były obstawione meblami.
Stan podłogi przed cyklinowaniem.
Tu stało biurko.
Teraz jest tak!!! W rzeczywistości kolor jest ładniejszy,
bardziej żółty.
Cena cyklinowania niestety też dużo "ładniejsza" niż była mowa na początku.
Przywieźli drzwi.
Usuwanie ostatniej futryny.
Udało się nie uszkodzić kafelków.
Ciągle nie możemy się dowiedzieć ile będą kosztowały.
We wtorek cały dzień trwało montowanie drzwi.
Ten pokój jest już pomalowany. Brakuje tylko parapetu.
To dość pracochłonna i czasochłonna operacja.
Do zrobienia jest jeszcze klatka schodowa.
Poniedziałek - 04 kwietnia.
Minęły 2 miesiące od rozpoczęcia remontu.
Przez te szyby praktycznie nic nie widać.
Jest już część szafy.
Przedpokój - są wreszcie drzwi do łazienki.
Pierwszy sukces - sypialnia prawie gotowa.
Brakuje parapetu.
Zabezpieczanie podłogi przed malowaniem drugiego pokoju.
21 kwietnia - przywieźliśmy parapety.
Są już gniazdka.
Stary tapczan wynieśliśmy do kontenera.
Tak spaliśmy ostatniej nocy, bo dzisiaj przyjechało łóżko.
Pokój czeka na zamontowanie parapetu i garderobę.
Łóżko czeka na Jurka.
Nasza garderoba przeniesiona do letniego domku.
Przydały się wszystkie torby, walizki,
a nawet worek żeglarski.
Wyjechała też część mebli.
Na łóżko brakuje odpowiedniej narzuty.
Jeszcze trzeba jakoś wyprostować kaloryfer.
Marek spisał się na medal i zamontował parapety.
Niestetyte meble jeszcze nie mogą wywędrować,
bo w pokoju obok - bajzelek!!!
6 maja - szafki czekają na powieszenie.
Trzeba jeszcze kilka dokupić.
Majster od garderoby jest nieuchwytny.
Miał oddzwonić i nic.
Dalej żyjemy w bałaganie.
9 maja - montowanie karnisza.
Sposób na nieśmiecenie.