Tym razem była z nami pierwszy raz w święta Monika. Brakowało tylko Karolinki. Jędrki przywieźli Monikę i Ewę, a Tomek z Wojtkiem Wuja.
Był barszcz czerwony i paszteciki z mięsem mojej roboty.
Jeden można jeszcze wypatrzeć na półmisku.
Tu już zniknęły bez śladu.
Kasia dorobiła się grzywki.
Wypatrzyłam, za choinką, danie dnia, a mianowicie własnoręcznie lepione
pierogi z kapustą i grzybami.
Ewa z dumą prezentuje swoją osobistą sałatkę.
Jest specjalnie dla niej, bo nie może jeść czosnku.
Nasza piękna młodzież.
W takim towarzystwie, to nawet Wuj się uśmiechnie.
Kot nawet zawojował mojego brata.
Ten wiejski kot lubi mleko.
Prezentów ciąg dalszy.
Atrakcją wieczoru był kot sąsiadów.
od niedawna jesteśmy dla niego rodziną zastępczą.
Mateusz wyraźnie skrócił fryzurę.
To nie było dobra miejsce na zbiorowe zdjęcie.
Na zdjęciach rodzinnych brakuje Tomków.
W tym roku dojechali już po obiedzie.
To reszta nieudanych zbiorowych zdjęć.
Jak zwykle fotografujemy puste talerze.